• ul. Jórskiego 22; 03-584 Warszawa
  • Tel. 22/6789666

Powiadom o imprezie

Info na czerwony pasek PSI

Zamów fotoletter

Skandal ze śmieciami

Lekaro – „nowa jakość zarządzania odpadami”

 

Urzędniczo-polityczne pomysły fundujące nam nową gospodarkę odpadami w Warszawie, jak na razie okazały się niewypałem. Smutne jest przede wszystkim to, że jak to często bywa przy takich zmianach na końcu znalazł się nie mający żadnych praw mieszkaniec. Warszawiak ma tylko jeden obowiązek - płacić i to dwa razy więcej niż poprzednio.

 

Kiedy w zeszłym roku zaczynała się w Warszawie „reforma śmieciowa”, byłem pełen obaw. Chodziło przede wszystkim o dwukrotne podwyższenie opłaty dla mojej czteroosobowej rodziny. Do tej pory płaciliśmy 20 zł miesięcznie teraz 37.

 

Bałem się także, że jedna firma może nie udźwignąć ciężaru wywozu śmieci w całym mieście. Kolejne negatywne myśli powodowało wprowadzanie monopolu. Według mnie nie prowadzi ono do niczego dobrego - głównie do zawyżenia cen i obniżenia jakości usług. Po pół roku z Lekaro w roli odbiorcy śmieci, mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że niestety ale wszystkie moje obawy były prawdziwe. Ale po kolei…

 

Brak umowy

 

Na co dzień jestem członkiem zarządu, mającej 120 mieszkań wspólnoty mieszkaniowej. Widzę więc „odrobinę” więcej niż przeciętny mieszkaniec. Poprzednia firma, z którą mieliśmy podpisaną, jako wspólnota, umowę reagowała na nasze uwagi szybko. Teraz nie jesteśmy nawet stroną umowy. Stroną jest miasto, które podpisało ją za nas wiedząc np. lepiej od nas jak duży mamy śmietnik i jak często trzeba go opróżniać. Wspólnota nie ma prawa domagać się zmian w częstotliwości wywozu. Ten śmieciowy socjalizm doprowadził do tego, że nie mamy wpływu na to ile razy w tygodniu lub w miesiącu Lekaro odbiera nasze śmieci. Prowadzi to tylko do jednego do notorycznego przepełniania się kontenerów.

 

Fikcyjna segregacja

 

Kiedy przepełniają się kontenery ze śmieciami suchymi-segregowanymi wtedy trzeba przerzucać je do niesegregowanych co kompletnie burzy całą idee segregacji. Nie chcę pisać także w ogóle o samej koncepcji segregowania, ale we wprowadzonej w Warszawie utrudnione jest np. odzyskiwanie papieru, bo wyrzucany jest razem z plastikiem, metalem i innymi.  Nie takie wzorce znajdziemy np. w uchodzącej za prymusa w recyklingu Szwecji

 

Mości Panowie śmieciarze

 

Kiedy już do naszego przepełnionego notorycznie śmietnika zawitają śmieciarze i wyprowadzą przepełnione kontenery to nie interesuje ich zupełnie, że po jego opróżnieniu cała okolica jest w śmieciach wywiewanych z kontenerów – przecież to niech ich okolica i problem. Poskarżyć się nie ma do kogo. Tzn. jest, tylko od miesięcy nikt nie reaguje. I znowu porównanie. Poprzednia firma sprzątała po sobie. Lekaro nie. Pewnie nie mają czasu, bo miasto nie jest małe. My natomiast płacimy więcej i po raz kolejny musimy jako wspólnota ponieść większe koszty na sprzątanie okolicy. No chyba, że lubimy żyć w brudzie.  

 

5.45 pobudka

 

Kolejna kwestia wynikająca pewnie z wielkości wyzwania. Śmieciarka na naszej ulicy często pojawia się już przed 6.00. I znowu nie można się do nikogo poskarżyć. Lekaro odpowiada, że to jest po 6.00, nie będę pisał, że na nasze prośby żeby było to po 8.00 w dni pracujące o po 9.00 w wolne pozostaje głuche. My jednak wiemy swoje, w końcu to nas budzi huk opróżnianego kontenera ze szkłem – dobrze, że tylko raz w miesiącu, niestety śmieciarki generalnie nie są ciche. Kiedyś taka sytuacja była nie do pomyślenia. Jeden telefon do poprzedniej firmy, powodował, że na długo śmieciarka nie zajeżdżała do nas tak rano.

 

Częstotliwość odbioru to fikcja

 

W umowie między miastem a Lekaro wskazana została częstotliwość wywożenia śmieci. Raz w miesiącu szkło, trzy razy w tygodniu  segregowane – suche, sześć razy w tygodniu zmieszane. Niestety to również fikcja. Śmieciarki przyjeżdżają ile razy chcą. Często rzadziej niż to wskazuje umowa. Skarga? Oczywiście można. Do tej pory raz dostaliśmy przeprosimy w mailu, ale może to i tak dużo? Efekt jak zawsze taki sam – przepełniony śmietnik.

 

Śmietnik musi być brudny

 

Powszechnie wiadomo, że śmieci są brudne. Wychodzące z tego założenia Lekaro uważa więc, że i śmietnik musi być brudny. Jak oświadcza w korespondencji czyści kontenery tylko od kwietnia do października. Potem według Lekaro kontenery widocznie się nie brudzą. Warto zaznaczyć, że i to fikcja. Ze świecą szukać trzeba tego, który ubłagał ich do umycia swoich kontenerów we wskazanym czasie. Poprzedni usługodawca mył kontenery kiedy tego potrzebowaliśmy, czyli kiedy były brudne. Teraz więc myjemy je sami, za własne pieniądze. Czyli znowu mamy drożej za mniej.

 

Śmieci specjalne

 

Elektrośmieci i baterie nie istnieją dla Lekaro. Tzn. istnieją ale trzeba je samemu dowieźć do wyznaczonych punktów. Już widzę te tłumy warszawiaków jadących z jedną zużytą baterią aby było bardziej „zielono”. Na szczęście przed reformą podpisaliśmy z inną firmą umowę na pojemnik na tego typu śmieci i stoi on w naszym śmietniku. Przykład ten pokazuje jednak po raz kolejny to, że mieszkaniec jest na końcu łańcucha śmieciowego systemu, a powinno być chyba inaczej. Ta umowa na pojemnik na te śmieci jest póki co darmowa ale czekamy kiedy to się zmieni. W końcu biznes jest biznes jak mawiał Milton Friedman.

 

Żyjemy w brudnym mieście – nic się nie zmieniło

 

Jednym z motywów wprowadzenia reformy śmieciowej była walka z plagą wyrzucania śmieci do lasów, parków czy porzucania ich na poboczach dróg. Po pierwsze, bo teraz wszyscy bez wyjątku zapłacą to po co wyrzucać „na lewo”. Po drugie, bo pobierana będzie większa opłata, która pozwoli sprzątać po tych nieuczciwych. Pech chce, że niestety jestem sportowcem i na co dzień biegam po tych „czystych” parkach, i polach na Mokotowie. Królikarnia, Morskie Oko, „Park pod skocznią”. Niestety brutalnie trzeba napisać, że syf jak był tak jest i nic się nie zmieniło a Straż Miejska pomimo szeregu składanych na czystość skarg pozostaje bezradna. Wszystkich wątpiących zapraszam na ul. Pory. 

 

Najłatwiej przerzucić odpowiedzialność

 

Na deser kwestia uczciwości ludzi deklarujących ile to osób mieszka w ich mieszkaniu. To niestety nasza polska specyfika, że kombinujemy, a w tym przypadku oszukujemy na potęgę. Tylko dlaczego potwierdzenie tych oszustw przesunięte zostało na zarządy wspólnot, które to potwierdzają swoimi podpisami kłamstwa swoich mieszkańców biorąc za nie odpowiedzialność? Na szczęście jak i wiele innych kwestii tej „reformy” i to jest fikcją. Zarządy mogą więc spać spokojnie i nie konfrontować się z nieuczciwymi mieszkańcami wytykając im składanie fałszywych oświadczeń. Zresztą jak te oszustwa sprawdzić skoro nie ma do tego narzędzi.     

 

Podsumowując świetnie widać, że coś tak prostego jak wywożenie śmieci również można popsuć. Coś tak prostego ponieważ poprzedni system sprawdzał się świetnie i był tańszy. Nie trzeba było toczyć codziennej walki z usługodawcą i urzędnikami. Nie trzeba było pisać artykułów i prosić gazet o ich publikację w nadziei, że może ten głos usłyszą urzędnicy i zrobią porządek z tym bałaganem.

 

Maciej Hassa,

Członek Zarządu Wspólnoty „Mokotów Residence”,

ul. Pory 61, Mokotów

 

Artykuł otrzymany w styczniu 2015

 

 

Ciekawostki

Przeczytaj - Zanim pojedziesz na urlop.

Korepetycje – poradnik dla rodziców, kiedy je wybrać?

Jak być na bieżąco z muzycznymi trendami?

Pomocne opinie

Jak zostać konserwatorem dzieł sztuki?

Monety, jak wino, czyli słów kilka o numizmatyce

Kawalerski w Krakowie

Komfort termiczny na poddaszu

Zadbaj o zdrowy sen dziecka

Tak to miało być...

Czy polubimy autonomiczne samochody?

Łazienka na topie

Czym jest longboard?

Elaboracja, czyli ręczne scalanie amunicji

To nie musi kosztować...

Gdzie Warto spać we Wrocławiu?

Jak nauczyć się robić rękodzieło?

Sale zabaw – idealny sposób na spędzenie czasu z rodziną

Dbajmy o jakość snu dzieci

Strzelectwo - to dyscyplina dla każdego

Ciekawe aplikacje pomocne w nauce przedmiotów ścisłych

Randkowanie w grupie towarzyskiej

Z jakich źródeł pozyskać pożyczki dla przedsiębiorców?

Otwórz firmę, pozyskując pieniądze z dotacji

Jak się uczyć, żeby się nauczyć?

Nurkować każdy może!

Czapki, bluzy i kurtki - modnie i z wyrazem również zimą

Wiosenny wypad za miasto – gdzie najlepiej?

Sala prawdziwego kinomaniaka – jak ma wyglądać?

Prezent dla miłośnika sportowych aut

Doskonały prezent dla dziadka

Jak właściciel rozlicza wyjazd służbowy

Na co uważać przy zakupach w Internecie?

Skandal ze śmieciami

Ciekawe zabytki w Warszawie

Problemy z matmą?

Jak wydawać pieniądze tak, aby faktycznie zaoszczędzić?

Bilet tramwajowy i autobusowy przez telefon – gdzie i jak go kupić?

Nie dajmy się jesiennej chandrze

Reforma edukacji

Profesjonalne pokazy fajerwerków na każdą uroczystość

Harry Potter znowu na topie

Sandbox – rozrywka internetowa w otwartym świecie

Zasady strzelania z wiatrówki zimą

Wesele na miarę obecnych czasów

Gry zręcznościowe w Twojej przeglądarce

Gdzie wybrać się w Gdańsku?

Jak z głową zaplanować koszt wyjazdu

Komfort nurkowania - tylko z odpowiednim sprzętem

Znaczenie przelewów zagranicznych online

Nawłoć - wyjątkowa roślina miododajna

Dlaczego warto organizować imprezy firmowe?

Bohaterowie powracają!

Targi edukacyjne

Najlepsze sposoby na spędzanie wolnego czasu

Szukamy przodków

Jaki rower wybrać?

Hashimoto

Sezon grillowy czas zacząć!

Czy suplementy diety są zdrowe i bezpieczne?

Jak spędzić czas wolny?

Czytać, czy nie czytać, oto jest pytanie?

Męskie gadżety od Porsche

Zimowy wypoczynek - jak dobrze wykorzystać ferie?

7 zalet znajomości języka

Pomysł na prezent dla 20-latka

Brak pomysłu na wolny czas? Jedź do Białki!

Najfajniejsze prezenty na Dzień Ojca

Wakacje na spływie kajakowym

Wycieczki na Cyprze – tylko samochodem

Czego najczęściej wymagają od nas pracodawcy?

Hobby za kredyt, czyli skąd wziąć pieniądze na drogie pasje dziecka

Gry i zabawy ludu… psiego

Przyszła mamo, o tym musisz pamiętać!

Aktywne wakacje.

Pożyczka online

Wybór butów ślubnych – najczęściej zadawane pytania

Czy technologie mobilne mają zgubny wpływ na dzieci?

Czym się bawić?

Dom aukcyjny – idealne miejsce na zakupy dzieł sztuki

Preply zaprasza na korepetycje z historii w Warszawie

Powiadom o imprezie

Info na czerwony pasek PSI

Zamów fotoletter

Wolna sobota

Skandal ze śmieciami

Lekaro – „nowa jakość zarządzania odpadami”

 

Urzędniczo-polityczne pomysły fundujące nam nową gospodarkę odpadami w Warszawie, jak na razie okazały się niewypałem. Smutne jest przede wszystkim to, że jak to często bywa przy takich zmianach na końcu znalazł się nie mający żadnych praw mieszkaniec. Warszawiak ma tylko jeden obowiązek - płacić i to dwa razy więcej niż poprzednio.

 

Kiedy w zeszłym roku zaczynała się w Warszawie „reforma śmieciowa”, byłem pełen obaw. Chodziło przede wszystkim o dwukrotne podwyższenie opłaty dla mojej czteroosobowej rodziny. Do tej pory płaciliśmy 20 zł miesięcznie teraz 37.

 

Bałem się także, że jedna firma może nie udźwignąć ciężaru wywozu śmieci w całym mieście. Kolejne negatywne myśli powodowało wprowadzanie monopolu. Według mnie nie prowadzi ono do niczego dobrego - głównie do zawyżenia cen i obniżenia jakości usług. Po pół roku z Lekaro w roli odbiorcy śmieci, mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że niestety ale wszystkie moje obawy były prawdziwe. Ale po kolei…

 

Brak umowy

 

Na co dzień jestem członkiem zarządu, mającej 120 mieszkań wspólnoty mieszkaniowej. Widzę więc „odrobinę” więcej niż przeciętny mieszkaniec. Poprzednia firma, z którą mieliśmy podpisaną, jako wspólnota, umowę reagowała na nasze uwagi szybko. Teraz nie jesteśmy nawet stroną umowy. Stroną jest miasto, które podpisało ją za nas wiedząc np. lepiej od nas jak duży mamy śmietnik i jak często trzeba go opróżniać. Wspólnota nie ma prawa domagać się zmian w częstotliwości wywozu. Ten śmieciowy socjalizm doprowadził do tego, że nie mamy wpływu na to ile razy w tygodniu lub w miesiącu Lekaro odbiera nasze śmieci. Prowadzi to tylko do jednego do notorycznego przepełniania się kontenerów.

 

Fikcyjna segregacja

 

Kiedy przepełniają się kontenery ze śmieciami suchymi-segregowanymi wtedy trzeba przerzucać je do niesegregowanych co kompletnie burzy całą idee segregacji. Nie chcę pisać także w ogóle o samej koncepcji segregowania, ale we wprowadzonej w Warszawie utrudnione jest np. odzyskiwanie papieru, bo wyrzucany jest razem z plastikiem, metalem i innymi.  Nie takie wzorce znajdziemy np. w uchodzącej za prymusa w recyklingu Szwecji

 

Mości Panowie śmieciarze

 

Kiedy już do naszego przepełnionego notorycznie śmietnika zawitają śmieciarze i wyprowadzą przepełnione kontenery to nie interesuje ich zupełnie, że po jego opróżnieniu cała okolica jest w śmieciach wywiewanych z kontenerów – przecież to niech ich okolica i problem. Poskarżyć się nie ma do kogo. Tzn. jest, tylko od miesięcy nikt nie reaguje. I znowu porównanie. Poprzednia firma sprzątała po sobie. Lekaro nie. Pewnie nie mają czasu, bo miasto nie jest małe. My natomiast płacimy więcej i po raz kolejny musimy jako wspólnota ponieść większe koszty na sprzątanie okolicy. No chyba, że lubimy żyć w brudzie.  

 

5.45 pobudka

 

Kolejna kwestia wynikająca pewnie z wielkości wyzwania. Śmieciarka na naszej ulicy często pojawia się już przed 6.00. I znowu nie można się do nikogo poskarżyć. Lekaro odpowiada, że to jest po 6.00, nie będę pisał, że na nasze prośby żeby było to po 8.00 w dni pracujące o po 9.00 w wolne pozostaje głuche. My jednak wiemy swoje, w końcu to nas budzi huk opróżnianego kontenera ze szkłem – dobrze, że tylko raz w miesiącu, niestety śmieciarki generalnie nie są ciche. Kiedyś taka sytuacja była nie do pomyślenia. Jeden telefon do poprzedniej firmy, powodował, że na długo śmieciarka nie zajeżdżała do nas tak rano.

 

Częstotliwość odbioru to fikcja

 

W umowie między miastem a Lekaro wskazana została częstotliwość wywożenia śmieci. Raz w miesiącu szkło, trzy razy w tygodniu  segregowane – suche, sześć razy w tygodniu zmieszane. Niestety to również fikcja. Śmieciarki przyjeżdżają ile razy chcą. Często rzadziej niż to wskazuje umowa. Skarga? Oczywiście można. Do tej pory raz dostaliśmy przeprosimy w mailu, ale może to i tak dużo? Efekt jak zawsze taki sam – przepełniony śmietnik.

 

Śmietnik musi być brudny

 

Powszechnie wiadomo, że śmieci są brudne. Wychodzące z tego założenia Lekaro uważa więc, że i śmietnik musi być brudny. Jak oświadcza w korespondencji czyści kontenery tylko od kwietnia do października. Potem według Lekaro kontenery widocznie się nie brudzą. Warto zaznaczyć, że i to fikcja. Ze świecą szukać trzeba tego, który ubłagał ich do umycia swoich kontenerów we wskazanym czasie. Poprzedni usługodawca mył kontenery kiedy tego potrzebowaliśmy, czyli kiedy były brudne. Teraz więc myjemy je sami, za własne pieniądze. Czyli znowu mamy drożej za mniej.

 

Śmieci specjalne

 

Elektrośmieci i baterie nie istnieją dla Lekaro. Tzn. istnieją ale trzeba je samemu dowieźć do wyznaczonych punktów. Już widzę te tłumy warszawiaków jadących z jedną zużytą baterią aby było bardziej „zielono”. Na szczęście przed reformą podpisaliśmy z inną firmą umowę na pojemnik na tego typu śmieci i stoi on w naszym śmietniku. Przykład ten pokazuje jednak po raz kolejny to, że mieszkaniec jest na końcu łańcucha śmieciowego systemu, a powinno być chyba inaczej. Ta umowa na pojemnik na te śmieci jest póki co darmowa ale czekamy kiedy to się zmieni. W końcu biznes jest biznes jak mawiał Milton Friedman.

 

Żyjemy w brudnym mieście – nic się nie zmieniło

 

Jednym z motywów wprowadzenia reformy śmieciowej była walka z plagą wyrzucania śmieci do lasów, parków czy porzucania ich na poboczach dróg. Po pierwsze, bo teraz wszyscy bez wyjątku zapłacą to po co wyrzucać „na lewo”. Po drugie, bo pobierana będzie większa opłata, która pozwoli sprzątać po tych nieuczciwych. Pech chce, że niestety jestem sportowcem i na co dzień biegam po tych „czystych” parkach, i polach na Mokotowie. Królikarnia, Morskie Oko, „Park pod skocznią”. Niestety brutalnie trzeba napisać, że syf jak był tak jest i nic się nie zmieniło a Straż Miejska pomimo szeregu składanych na czystość skarg pozostaje bezradna. Wszystkich wątpiących zapraszam na ul. Pory. 

 

Najłatwiej przerzucić odpowiedzialność

 

Na deser kwestia uczciwości ludzi deklarujących ile to osób mieszka w ich mieszkaniu. To niestety nasza polska specyfika, że kombinujemy, a w tym przypadku oszukujemy na potęgę. Tylko dlaczego potwierdzenie tych oszustw przesunięte zostało na zarządy wspólnot, które to potwierdzają swoimi podpisami kłamstwa swoich mieszkańców biorąc za nie odpowiedzialność? Na szczęście jak i wiele innych kwestii tej „reformy” i to jest fikcją. Zarządy mogą więc spać spokojnie i nie konfrontować się z nieuczciwymi mieszkańcami wytykając im składanie fałszywych oświadczeń. Zresztą jak te oszustwa sprawdzić skoro nie ma do tego narzędzi.     

 

Podsumowując świetnie widać, że coś tak prostego jak wywożenie śmieci również można popsuć. Coś tak prostego ponieważ poprzedni system sprawdzał się świetnie i był tańszy. Nie trzeba było toczyć codziennej walki z usługodawcą i urzędnikami. Nie trzeba było pisać artykułów i prosić gazet o ich publikację w nadziei, że może ten głos usłyszą urzędnicy i zrobią porządek z tym bałaganem.

 

Maciej Hassa,

Członek Zarządu Wspólnoty „Mokotów Residence”,

ul. Pory 61, Mokotów

 

Artykuł otrzymany w styczniu 2015

 

 

Reklama

Ciekawostki